Jordania – niewielki kraj na Bliskim Wschodzie o niebywałym wręcz potencjale fotograficznym. Mimo tak niełatwych sąsiadów jak Izrael, Arabia Saudyjska, Irak i Syria, państwo jest stabilne politycznie, bezpieczne dla turystów, a lokalni mieszkańcy przychylnie nastawieni do przybyszów z innych krajów. Nie często się zdarza, jak chociażby w Ammanie, że Kościół Chrześcijański i meczet współdzielą jeden parking, a wierni nie patrzą na siebie złowrogo (pisząc łagodnie). Być może dzięki tej otwartości właśnie, RyanAir uruchomił bezpośrednie połączenia z Modlina i Krakowa, co otworzyło mi furtkę do spełnienia podróżniczego marzenia, jakim było odwiedzenie Jordanii. Wreszcie! Zapraszam do lektury.

Mieszkańcy Jordanii

Co zobaczyć w Jordanii? Obrazki z Petry zna chyba każdy. A przynajmniej każdy, kto w młodości zachwycał się przygodami Indiana Jonesa. Pustynia Wadi Rum już tak oczywista i rozpoznawalna nie jest, ale ja szczerze mówiąc miałbym problem określić co stanowi numer 1 na turystycznej mapie Jordanii. Dla mnie te dwa miejsca wręcz trzeba odwiedzić będąc tutaj, a dodatkowo na pustyni zaplanować nocleg w tradycyjnym beduińskim namiocie. Wrażenia niesamowite! Poza tym godne polecenia są kaniony Wadi Numeira (póki co jeszcze dziki i nieskomercjalizowany), Wadi al-Mujib, widoki z drogi na Morze Martwe o turkusowej barwie i kryształach soli przy brzegu. Miłośnicy historii z pewnością odnajdą się w dobrze zachowanych ruinach rzymskiego miasta Jerash, a fanów architektury nowożytnej urzeknie panorama Ammanu ze wzgórza Cytadeli. Coś jeszcze? Mozaiki w Madabie, rafa koralowa w Morzu Czerwonym w Akabie, pustynne zamki, w tym zamek krzyżowców w Al-Karak. Pielgrzymi z kolei nie pominą Góry Nebo z której Mojżeszowi ukazała się Ziemia Święta oraz innych biblijnych miejsc Starego Testamentu.
Jak widać lista jest bogata, a nie wszystkie atrakcje wymieniłem. Przy barierach czasowych (mieliśmy cztery noce, realnie 3,5 dnia intensywnego zwiedzania) planując wyjazd ograniczyłem się do Petry, pustyni Wadi Rum, pobytu nad morzem czerwonym, przejścia kanionu Wadi Numeira, kąpieli w morzu martwym i zwiedzenia cytadeli w stolicy. Niestety, ze względu na obfite deszcze istniało zagrożenie tzw. powodzi błyskawicznych i przeprawa wpław przez kanion Wadi al-Mujib była zabroniona. Szkoda, bo miała to być wisienka na torcie na zakończenie pobytu i poza widokami dostarczyć również odrobinę adrenaliny.
Petra
Starożytne miasto Nabatejczyków znane chociażby z tego, że zostało wpisane na listę siedmiu nowożytnych Cudów Świata. Część grobowców zachowanych zostało w bardzo dobrym stanie, część stanowi jedynie pozostałości budowli. Do tego dochodzą góry, skały, co łącznie gwarantuje bardzo atrakcyjne i różnorodne kadry.

Starożytna Petra widziana z góry

Co zobaczyć w Petrze? Na początek trzeba przejść przez wąwóz As-Siq. Najlepsza pora na zdjęcia w wąwozie to wczesny ranek, gdy pierwsze promienie słońca przedostają się przez szczeliny wysokich skał, a przy tym jest jeszcze w miarę pusto, co nie jest bez znaczenia, bo bez statywu może być ciężko o ostre, nieporuszone fotki. Półgodzinny marsz wąwozem to tak naprawdę oczekiwanie na wyłonienie się fasady Skarbca, czyli Al-Khaznes. W tym miejscu co poniektórzy zaznają pierwszego efektu WOW, a przynajmniej serce bije mocniej. Mimo niewielkiego placu i dużej ilości zwiedzających, każdy znajdzie kawałek miejsca dla siebie do podziwiania kunsztu ówczesnych budowniczych, nie dysponujących przecież nowoczesnymi maszynami i technologiami. Dobrze jest założyć na aparat szerokokątny obiektyw, jeśli chce się ująć na zdjęciu całą budowlę, bo jest naprawdę duża. Przed Skarbcem przeważnie przesiadują wielbłądy, osły, konie i inne zwierzęta, co również może stanowić ciekawe motywy zdjęciowe.

Wyłaniająca się z wąwozu budowla Al-Khaznes

"Skarbiec Faraona"

W tym punkcie należy podjąć decyzję co dalej. Idąc w lewą stronę patrząc na Skarbiec, miejscowi „przewodnicy” za niewielką opłatą doprowadzą w 20 minut na punkt widokowy. Drugi punkt jest darmowy. Kierując się w prawą stronę pod ścianę ku wydeptanej ścieżce, dojdziemy do niego w góra kilka minut. Jeśli nie ma się więc kondycji lub czasu na dalsze zwiedzanie, jest to najlepsza opcja, aby Petrę (Skarbiec) zobaczyć z góry. No chyba, że ktoś wyposażony jest w drona… ​​​​​​​

Widok na Al-Khaznes z "tarasu" widokowego

Na Al-Khaznes Petra się jednak nie kończy, choć wielu turystów i zorganizowane wycieczki często nie idą dalej, popełniając wielki błąd. Kierując się głównym szlakiem Main Trail przechodzimy przez ulicę fasad i amfiteatr. Przy amfiteatrze proponuję skręcić w prawo na Al-Khubta Trail wzdłuż królewskich grobowców. Szlak przewidziany na 2,5-3h w dwie strony i oznaczony na mapie jest jako ciężki. Można go jednak pokonać w godzinę przy dobrej kondycji, przemierzając niezliczoną liczbę schodów. Na górze czeka nas najbardziej spektakularny widok na Skarbiec z góry. Warto tu być rano lub przed południem. My doszliśmy, a raczej wbiegliśmy w momencie, gdy słońce zdążyło już niestety schować się za skały. Do tego wracaliśmy w całkowitej ciemności, w asyście kilkunastu dzikich, ale na szczęcie niegroźnych psów. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że nie będą chciały nas zjeść na późną kolację, więc było trochę nieuzasadnionego strachu.

Widok po pokonaniu kilkukilometrowego trekkingu

Drugim polecanym przeze mnie szlakiem jest Monastery Trail, który doprowadzi nas do świątyni Ad-Deir. Mając wybór dobrze w tym miejscu być wieczorem i przy odrobinie szczęścia podziwiać zachód słońca. Warto odszukać w skale mini jaskinię z wnętrza której można wykonać ciekawe zdjęcia oraz wejść na punkt widokowy powyżej Monastyru. Z jednej strony mamy widok na świątynię, a z drugiej na groźnie wyglądające pasmo górskie.

Monastyr Ad-Deir

Na zwiedzanie Petry warto poświęcić dwa dni. To moim zdaniem optymalny czas. W poniedziałki, środy, piątki odbywa się dodatkowo spektakl Petra by nights. Opcjonalnie można także podjechać do Małej Petry oddalonej o kilka kilometrów od Wadi Musa.

Spektakl świetlny Petra by nights

Pustynia Wadi Rum
Wadi Rum to dla mnie miejsce magiczne pod każdym względem. Dużo czasu poświęciłem na studiowanie map, by nocleg zaplanować w miejscu, gdzie będzie szansa obejrzeć wschód i zachód słońca, a także drogę mleczną w nocy. Przez zachmurzone niebo gwiazdy nie były widoczne, natomiast wschodzące i zachodzące słońce obserwowałem z góry Um Sabatah.

Wschód słońca na pustyni Wadi Rum

Pustynia o wschodzie słońca

Nocleg w obozie Um Sabatah Camp szczerze polecam ze względu na atrakcyjną cenę, tradycyjną beduińską kolację (Zarb) w cenie pobytu, a także i być może przede wszystkim na widoki z okolicznej górki. Popatrzcie sami:

Obóz Um Sabatah Camp w tradycyjnych beduińskich namiotach

Pustynia Wadi Rum

Będąc na Wadi Rum warto skorzystać z jeep safari oferowanego przez mieszkańców pustyni. Kierowcy w zależności od wykupionej opcji (dwu, sześciogodzinnej, całodziennej lub innej) przewiozą Was jeepami po najciekawszych zakątkach. Dla mnie, z fotograficznego punktu widzenia numerem jeden jest czerwona wydma (Red Sand Dune). Zarówno widok wydmy jak i krajobraz obserwowany z jej szczytu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Będąc kolejny raz na pustyni pewnie w okolicy tego miejsca zaplanowałbym nocleg.

Czerwona wydma. Widok na rozległą pustynię

Na drugim miejscu jest łuk skalny Umm Fruth Rock Arch, na który można się wdrapać. Ja ze względu na posiadany sprzęt foto na szyi i w plecaku nie odważyłem się wejść na samą górę. W połowie drogi zrezygnowałem. Mimo wszystko uważam, że z dołu łuk prezentuje się najlepiej.

Łuk skalny Umm Fruth Rock Arch

Miejsce na podium z listy żelaznych atrakcji pustyni znalazło się także dla skalnego grzyba (Mushroom Stone).
Kolejne miejsca w rankingu stanowią źródło Lawrence’a, gdzie można skorzystać dodatkowo z krótkiej przejażdżki na wielbłądzie, mały łuk skalny, kaniony Abu Khashaba i Khazali i dom Lawrence’a. ​​​​​​​

Samotne drzewo na środku pustyni w pobliżu źródła Lawrence'a

Na lunch kierowca zabrał nas w rewelacyjne miejsce gdzie podziwialiśmy z góry poszarpane skały w odcieniach brązu i pomarańczy. Raczej tam wycieczki nie docierały, bo podczas półgodzinnego postoju żaden inny samochód tam się nie zatrzymał. To był tak zwany bonus do wycieczki.

Szofer ze swoją bryką, którą woził nas po najpiękniejszych zakątkach pustyni Wadi Rum

Aqaba i Morze Czerwone
Miłośnicy nurkowania do których ja się nie zaliczam z pewnością będą zachwyceni. Widziałem w Internecie zdjęcia kolorowych raf koralowych, a także zatopionego czołgu i samolotu. Sama plaża (mam tu na myśli South Beach, nie plażę miejską w centrum miasta) też jest ładna, choć do pełni szczęścia brakowało mi palm rosnących tuż przy linii brzegu. Na plaży byliśmy w trakcie deszczu, więc i błękit morza nie był tak intensywny jaki mógłby być podczas bezchmurnego nieba. Sama Akaba to typowe arabskie miasteczko. Warto zajrzeć do meczetu Sharif Hessein Bin Ali i powłóczyć się po uliczkach, szczególnie wieczorem.

Morze Czerwone

Kanion Wadi Numeira
Kanion, na temat którego w sieci nie znajdzie się dużo informacji. Jadąc od Aqaby, w miejscu gdzie rozpoczyna się morze martwe po lewej stronie znajdować się będzie pomnik męczenników bitwy o godność w południowej części doliny Jordanu. Na jego wysokości po prawej stronie od głównej trasy zauważycie kilka wyjeżdżonych ścieżek, którymi dojedziecie do podnóża gór przedzielonych płynącym strumykiem. To właśnie kanion Wadi Numeira z charakterystycznym głazem zawieszonym między ścianami.

Wadi Numeira

Przejście wspomnianym strumykiem zajmie Wam godzinę/półtorej. Suchą nogą nie przejdziecie ;-) Będziecie mijać kolorowe skały w różnych barwach, szczeliny w skałach, przez które próbują przebić się promienie słońca. Szczerze polecam to miejsce. Szczególnie, że nie spotkacie tu wycieczek, a i pojedynczy turyści rzadko się tu zapuszczają.

Fantastyczna gra świateł

Kanion Wadi Numeira

Morze Martwe
Jordańskie Morze Martwe najlepiej prezentuje się w jego południowej części. Turkusowa barwa wody, plaża pokryta kryształami soli. Bajka. Kiedyś morze zaczynało się tuż przy drodze, niestety z roku na rok poziom wody opada mniej więcej o metr, więc od asfaltu czeka nas niekiedy i kilkuminutowa, niełatwa wędrówka. Ale warto mimo gorąca, duchoty i muszek uprzykrzających życie. Ze względu na największe na świecie zasolenie wody, a co za tym idzie wyporność, kąpiel w morzu to niesamowite przeżycie. Można leżeć na tafli wody na plecach nieruchomo i czytać książkę. To najczęstszy motyw zdjęciowy podczas kąpieli w morzu, które tak naprawdę jest jeziorem, gdyż nie posiada naturalnego odpływu.

Morze Martwe z widoczną wytrąconą solą na brzegu

Madaba, góra Nebo i Amman
Jak już wspomniałem, ze względu na obfite deszcze kanion Wadi Al-Mujib był zamknięty. Wcześniej niż to było zaplanowane udaliśmy się w stronę Madaby, w której zarezerwowany mieliśmy ostatni nocleg podczas pobytu w Jordanii. Po drodze zatrzymaliśmy się w sanktuarium na górze Nebo, gdzie Mojrzeszowi po czterdziestu latach wędrówki ukazała się Ziemia Obiecana. Z góry rozpościera się panoramiczny widok na… pustynię, równinę. Trudno to jednoznacznie nazwać. W Sanktuarium dostępna jest także mozaika, z której słynie Madaba.
Od góry Nebo do Madaby jest nie więcej, niż pół godziny jazdy samochodem. Ciężko nazwać Madabę atrakcję turystyczną. Słynie z mozaikowej mapy Ziemi Świętej w Cerkwi św. Jerzego, a także jedynego chrześcijańskiego miasta w Jordanii. Warto wejść na wieżę widokową kościoła św. Jana Chrzciciela.

Panorama Madaby

Mając, wydawałoby się całe popołudnie, dobrym pomysłem będzie zwiedzenia stolicy kraju Ammanu. To raptem tylko 40 km, więc zakładałem, że taksówką dojadę tam w góra 3 kwadranse. Nie przewidziałem jednak olbrzymich korków jakie panują w Ammanie. Miałem listę kilku miejsc do zobaczenia, ale po blisko dwóch godzinach jazdy zdążyłem jedynie do Cytadeli i to 20 minut przed zamknięciem. Cytadela to miejsce na wzgórzu w samym centrum, z którego rozpościera się betonowa panorama miasta. Z zabytkiem nie ma to nic wspólnego, ale ja lubię takie widoki i mimo niewielkiej ilości czasu cieszę się, że tu dotarłem.

Stolica kraju Amman

I to by było na tyle o „mojej” Jordanii. Przez pół tygodnia udało się zobaczyć dużo, naprawdę rewelacyjnych miejsc. Widać to po ilości zamieszczonych zdjęć. Szczerze polecam ten kraj, a sam nie wykluczam, że jeszcze kiedyś tu wrócę. Na przykład jak da się wyjazd połączyć ze zwiedzaniem północnej Arabii Saudyjskiej lub południowego Izraela. Liczę na to, bo Jordania zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Może Cię zainteresować

Back to Top